www.obóz.com

Od techniki uciec się już nie da. Coraz więcej środowisk tworzy swoje strony internetowe i zakłada profile na portalach społecznościowych, na których informuje o swoich bieżących działaniach. Ostatni rok pokazał mi jednak, że nawet obóz pod namiotami nie jest już czasem odpoczynku od wpatrywania się w monitor, stukania w klawiaturę i przekazywania najnowszych informacji –podczas kolonii zuchowej prowadziłam obozowego bloga.

wwwymyśliłam!

Moje umiejętności informatyczne są skromne. Jednak gdy kilka dni przed kolonią rozmawiając z instruktorem mojego szczepu rozmarzyłam się i pierwszy raz wypowiedziałam chęć dzielenia się z rodzicami i harcerzami tym, co będzie się działo na mojej kolonii decyzja była prosta  – zakładamy bloga. Od niedawna mieliśmy nową stronę internetową szczepu i coraz więcej harcerzy i ich rodziców przeglądało nasze notatki. Po raz pierwszy pojawiły się też odpowiednie możliwości sprzętowe, więc blog wydawał się być naturalną kontynuacją wykorzystania Internetu dla potrzeb drużyny. Drugim bodźcem był fakt, że miałam wyjechać na kolonijkę zuchową samodzielnie, odłączona od drużyn szczepu. Chciałam więc, aby choć w ten sposób instruktorzy i drużynowi mojego szczepu mogli śledzić, co się  u naszych zuchów dzieje.

Początkowo obawiałam się, że będę musiała nauczyć się skomplikowanej obsługi systemu blogowego. Na szczęście cały blog – układ, wygląd, konta użytkowników, został przygotowany jeszcze w Warszawie, więc mogłam spokojnie się z nim zapoznać. Wtedy też pojawił się pierwszy wpis, który pozwolił mi sprawdzić, jak wszystko działa, a rodzicom zuchów dał możliwość przekonania się, że projekt rzeczywiście ruszy.

www lesie

Od początku zdawałam sobie sprawę, że korzystanie z laptopa na obozie będzie trudne – dlatego zawczasu wyposażyłam się w dodatkową baterię oraz  nieprzemakalną torbę, dzięki której mój komputer do dziś funkcjonuje bez zarzutu. Wieczorem, po przyjeździe, kiedy zuchy położyły się już spać, a reszta kadry oddała się odpoczywaniu, ja zasiadłam wygodnie i napisałam pierwsze, nieśmiałe słowa do oczekujących wieści rodziców. Od tego momentu tak właśnie wyglądały w większości moje kolonijne wieczory.

Wygospodarowanie odpowiedniej ilości czasu na pisanie bloga nie było jedynym problemem, jaki napotkałam. Pozostałe to deficyt prądu i niewielka prędkość transferu danych. Od drugiego dnia kolonii robiłam dzieciakom zdjęcia, a wieczorami zgrywałam je i dodawałam do wpisów. Niestety czas czuwania baterii w połączeniu z szybkością transferu pozwał na wgranie do ośmiu zdjęć niskiej jakości.  To jednak wystarczyło, aby rodzice zuchów mogli zorientować się, jak wygląda nasze miejsce obozowania, jak minął nasz dzień i w co się bawiliśmy.

Ponieważ każdy wpis na blogu mógł być komentowany, udało się stworzyć dobrą platformę komunikacji pomiędzy kadrą i uczestnikami z jednej, a rodzicami z drugiej strony. Początkowo nielicznie, a z czasem coraz liczniej i śmielej rodzice wyrażali swoje opinie na temat obozu i pozdrawiali swoje pociechy. Dzięki temu też dużo rzadziej dzwonili do mnie z pytaniami i wątpliwościami – po prostu wszystko mogli wieczorem przeczytać. Co więcej, kiedy mój telefon został zalany w wyniku ulewnych deszczy, wystarczył jeden wpis, aby uspokoić niemogących się do mnie dodzwonić rodziców. Kiedy z kolei nie było możliwości naładowania laptopa, wystarczył telefon do instruktora w Warszawie, a przekazane informacje bardzo szybko znalazły się w sieci.

Bardzo ważna była dla mnie i moich zuchów informacja zwrotna, jaką otrzymywaliśmy będąc na obozie – rodzice chętnie przekazywali słowa otuchy dzieciom, a zuchy pytały się co i rusz, czy ich imiona znalazły się w kolejnych wpisach i czy rodzice coś do nich napisali. Wieczorami podczas zakończenia dnia, czytałam im komentarze zamieszczone pod wpisami na naszej stronie, a otrzymane od rodziców wiadomości zawsze wywoływały szerokie uśmiechy na ich buziach. Co więcej, z okazji dnia ojca, który przypadał w środku naszej kolonii, zamieściliśmy specjalne życzenia, więc żaden tata nie został tego dnia bez życzeń od swojej pociechy.

wwwarto

Szybkość i masowość przekazywania informacji to tylko jedna z korzyści prowadzenia internetowej relacji z obozu. Wykorzystując media elektroniczne mamy szansę pokazać, że jesteśmy nowocześni i pomysłowi. Wychodzimy też naprzeciw oczekiwaniom rodziców, którzy chcą wiedzieć i widzieć, co się dzieje z ich dziećmi (porównaj „Okiem rodzica…”, Czuwaj nr 8/2009).

Uruchamiając blog, który później stanie się częścią strony internetowej drużyny lub szczepu przyzwyczajamy rodziców do komunikowania się w ten sposób – dzięki temu także w ciągu roku harcerskiego możemy ważne informacje przekazywać w formie internetowych wpisów. Oszczędzimy wtedy czas i pieniądze, które musielibyśmy wydać na telefony, smsy lub wydruki informacji.

W dobie ogromnego zainteresowania portalami społecznościowymi blog z życia drużyny staje się  kolejnym miejscem tworzenia naszej wspólnoty – jest naszą wizytówką, dzięki której robimy sobie dobrą reklamę i pokazujemy, że naprawdę zależy nam na utrzymywaniu stałego kontaktu ze środowiskiem naszego działania.

www tym roku

Ponieważ pomysł sprawdził się, w tym roku również zamierzamy prowadzić internetowy pamiętnik, tym razem z informacjami o wszystkich drużynach szczepu. Zadanie będzie  ułatwione, gdyż będziemy mieli dostęp do prądu stałego. Jeśli tylko zasięg na to pozwoli wprowadzimy kolejne nowości, a przede wszystkim chcemy bardziej włączyć naszych harcerzy do relacjonowania bieżących wydarzeń. Nasza kronika obozowa przeniesie się już na stałe do sieci. Zapraszamy Was serdecznie do zaglądania na www.197.wola.zhp.pl już od 10 lipca.

TECHNIKALIA
Nasz blog został stworzony na skrypcie WordPress – darmowym, bardzo prostym i intuicyjnym, z możliwością wyboru wielu dodatkowych modułów i skórek, w całości po polsku. WordPress musi być zainstalowany na serwerze obsługującym bazy danych – w naszym przypadku był to prywatny serwer jednego z instruktorów, ale po obozie przenieśliśmy się na serwer hufca (www.197.wola.zhp.pl). Oczywiście w sieci można znaleźć wiele darmowych platform do blogowania, warto jednak wybierać te bez reklam, aby nie zniechęcać naszych czytelników wyskakującymi okienkami.

Dostawca Internetu został wybrany pod kątem możliwie największego zasięgu – i niestety nie była to oferta najtańsza (50 zł/miesięcznie), a umowa musiała być podpisana na co najmniej 12 miesięcy.

Autor: Gosia Sochacka, Paweł Pietrzak
Publikacja: Miesięcznik instruktorów “Czuwaj”, nr 6-7/2010